środa, 30 listopada 2011

L'biotica, regenerujący krem do rzęs - pierwsze wrażenia. Ogromne WOW!



Niecałe dwa tygodnie temu pisałam o kremie L'biotici tutaj. Jestem w połowie kuracji planowanej przez producenta, ale moją przedłużę prawdopodobnie do końca opakowania :) Kompletnie nie miałam pomysłu na post, na komputerze nie mam żadnych zdjęć nowych kosmetyków, a do nowych nie mam nerwów. Wychodzę z domu - ciemno, wracam - ciemno. I jak tu zrobić dobre zdjęcia? Koszmar, szczególnie dla bloggerek. Na szczęście jutro wracam do domu wcześnie i planuję zrobić zdjęcia wszystkich moich kosmetyków, tak na zapas. Trzeba jakoś przetrwać zimę! I właśnie przez ten brak pomysłu na notkę, podzielę się z Wami pierwszymi wrażeniami na temat regenerującego kremu do rzęs firmy L'biotica.
Początkowo nie byłam pewna, czy taka mała tubeczka z niewiadomą zawartością faktycznie pomoże moim rzęsom. Teraz już nie mam wątpliwości, to jest cudo! Używam tego produktu niecałe dwa tygodnie, a już widzę znaczną poprawę stanu moich rzęs. Wyrosło ich co najmniej kilkanaście! Codziennie rano widzę nowe, krótkie, wyrastające rzęsy. Są niesamowicie czarne i niesamowicie grube. Z dnia na dzień jest ich co raz więcej. Całe rzęsy są pogrubione i wydłużone, zdecydowanie mniej wypadają. Jestem zachwycona! Z niecierpliwością czekam na efekty końcowe :) Polecam wypróbować.

W piątek zawitam do Natury, muszę kupić prezenty na święta, póki nie zaczął się szał przedświąteczny. Dla mamy planuję kupić wodę IN2U Calvina Kleina, uwielbia go. A tata pewnie dostanie dezodorant, piankę do golenia i skarpetki ;) Obwącham jeszcze nowy zapach z limitki Essence, Vampire's Love, słyszałam o nim wiele pochlebnych opinii, a cenę ma świetną. Uwielbiam takie słodkie zapachy, a nie znalazłam jeszcze swoich perfum idealnych, może Essence będą moją nową miłością? Oczywiście po drodze pewnie do mojego koszyka wpadnie kilka zbędnych rzeczy typu nowy korektor, błyszczyk czy masło do ciała... Tak, cała ja. Nic, tylko zakupy ;) A w sobotę wypad do Silesii. Oj, coś czuję, że mój portfel tego nie przeżyje.

Dziękuję Wam za miłe słowa pod ostatnim postem. Życzenia powrotu do zdrowia zadziałały, czuję się bardzo dobrze. Ogromnyyy buziak dla Was  :*

niedziela, 27 listopada 2011

Przypominajka o rozdaniu - do 30 listopada

Niestety dzisiaj nie będzie żadnej recenzji i ambitniejszych postów, bo mam grypę żołądkową i wpadłam na bloga tylko na chwilę. Cała wczorajsza noc z gorączką... Masakra :(

Chciałabym przypomnieć o rozdaniu tym, którzy jeszcze się nie zgłosili. Na zgłoszenia macie czas do 30 listopada, czyli pozostały 3 dni.
Zgłaszać można się tutaj: http://planet-quera.blogspot.com/2011/10/tam-ta-da-dam-ogaszam-rozdanie.html
I jeszcze raz zdjęcie nagród:


  • Gift Card do KFC o wartości 17 zł
  • kupon rabatowy do sklepu internetowego www.perfumoteka.pl 
  • Dax Cosmetics, Chusteczki samoopalające z wyciagiem z lilii wodnej, d-pantenolem i witaminą E 
  • płatki kolagenowe pod oczy 
  • Avene, Tres Haute Protection Emulsion [Very High Protection Emulsion] SPF 50+ (Emulsja z bardzo wysoką ochroną przeciwsłoneczną SPF 50+)  
  • SENSIQUE Strong & Trendy Nails with tefpoly 250 - lakier do paznokci (raz zeswatchowany, nadal jak nowy, reszta rzeczy jest całkowicie nowa)  
Zapraszam do wzięcia udziału w rozdaniu :)
Przepraszam, że dzisiaj tak chaotycznie piszę, ale czuję się fatalnie...

sobota, 26 listopada 2011

Recenzja - Loton, Provit, Jedwab w płynie



Opinia producenta:

Odżywka dwufazowa do włosów długich i zniszczonych, matowych i trudnych do ułożenia. Regeneruje zniszczone włosy na powierzchni i w ich wnętrzu. Powoduje, że włos się nie elektryzują , łatwo rozczesują i nie "puszą". Włosy ładnie wyglądają po jej zastosowaniu.
Odżywka składa się z dwóch warstw, białej i liliowej, które trzeba przed użyciem wymieszać. Preparat można nanosić na suche i mokre włosy. 

Cena: 9zł / 100ml  (często w Rossmannie za 6.99)

Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=27590&next=1

 
Moja opinia:
Pół roku temu włosy bardzo mi się przetłuszczały, a jednocześnie kocówki były bardzo suche. Słyszałam, że problem z suchymi końcami rozwiąże jedwab, ale bałam się obciążenia, więc kupiłam jedwab w płynie z atomizerem firmy Loton. Byłam zadowolona z tego, że rozpyla lekką mgiełkę, która raczej nie obciąży włosów.
Początkowo używałam jej po myciu, aby łatwiej rozczesać włosy. Pomagała tylko trochę, nie zmniejszała problemu plątania się. Byłam zawiedziona, bo nie zauważyłam ŻADNYCH efektów poprawy kondycji mojej fryzurki . Zero nawilżenia, zero odżywienia. Jako, że jestem oszczędna, nie chciałam wyrzucać mgiełki i z trudem zużyłam połowę opakowania. Aż nadeszła jesień i okres elektryzujących, puszących się włosów.
Odkąd pamiętam, zimą i jesienią włosy zawsze bardzo mi się elektryzowały. Były wszędzie i przyczepiały się do wszystkiego. Dodatkowo bardzo się puszyły, a takiego efektu to ja nie lubię ;) Problem co raz bardziej mi przeszkadzał. Nie mogłam patrzeć na tą burzę puszących się włosów. Spróbowałam spryskać jedwabiem suche włosy. Rozpyliłam mgiełkę kilka razy, rozczesałam włosy, i co? Po problemie! Włosy były wygładzone, miękkie i bardzo błyszczące. Nie puszyły się i nie elektryzowały. Nawet wieczorem, 13-14 godzin po użyciu mgiełki włosy nadal były w dobrym stanie. Byłam w szoku, przecież zastanawiałam się nawet nad wyrzuceniem tego kosmetyku. Dobrze, że tego nie zrobiłam, bo jest teraz stałym gościem w mojej kosmetyczce :) 
Mgiełka jest bardzo tania i bardzo wydajna. Używam jej 5 miesięcy, a zużyłam pół opakowania. Bardzo dobry kosmetyk, ale raczej nie do pielęgnacji, a stylizacji.


Podsumowując:
Nawilżanie: 2/5
Zmiękczanie włosów: 5/5
Odżywianie: 2/5
Wygładzanie: 5/5
Nabłyszczanie: 5/5
Zapach: 5/5
Brak obciążenia: 5/5
Ułatwianie rozczesywania: 3/5
  Niwelowanie puszenia: 5/5
Niwelowanie elektryzowania: 5/5
Wydajność: 5/5
Cena: 5/5
Łącznie: 52/60

piątek, 25 listopada 2011

Recenzja - Neutrogena, Skoncentrowany krem do rąk 75ml


Opinia producenta:

Natychmiastowa, trwała ulga nawet dla najbardziej suchych dłoni. Odrobina tej wzbogaconej w glicerynę formuły, przynosi ulgę, oraz chroni suche, spierzchnięte dłonie. Nawet w najbardziej surowych warunkach sprawia, że dłonie są bardziej miękkie i gładkie.
Silnie skoncentrowany, bardzo wydajny - wystarcza na ponad 200 zastosowań. Stworzony we współpracy z dermatologami. Testowany dermatologicznie.

Skład:

Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Palmitic Acid, Sodium Cetearyl Sulfate, Dilauryl Thiodipropionate, Sodium Sulfate, Methylparaben, Propylparaben, Parfum.

Cena: ok. 14zł/75ml

Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=10216&next=1  (jest to wersja bezzapachowa tego kremu, tej którą ja posiadam, nie mogłam się doszukać)

Moja opinia:

Kupiłam ten krem pod wpływem impulsu, co niestety często mi się zdarza. Zobaczyłam go kiedyś w domu u znajomej i nawet bez sprawdzenia KWC skusiłam się na niego przy okazji wizyty w moim kochanym Rossmannie. Był to udany zakup,co usprawiedliwia moje nieprzemyślane zakupy ;) Przejdźmy do rzeczy.
Jest to jeden z najlepszych kremów do rąk, jakie kiedykolwiek miałam. Pierwsze, co zauważyłam stosując ten krem to to, że bardzo szybko się wchłania. Wystarczą dwie minutki i już go nie ma, zostaje tylko lekki, ochronny film, przez co krem będzie idealny na zimę i przymrozki. Nie jest on uciążliwy ani tłusty, w niczym mi nie przeszkadza.
Naprawdę dobrze nawilża. Niweluje spierzchnięte dłonie, świetnie regeneruje zniszczoną skórę. Moje dłonie dawno nie były w tak świetnym stanie, jak są teraz. Czasem mam wrażenie, że moja skóra dłoni jest zbudowana z gumy, jest taka gładka, miękka i odżywiona :) 
Zapach kremu jest naturalny, mleczny i "dzieciowy", typowy dla Neutrogeny. Bardzo mi się podoba, choć nie pozostaje zbyt długo na dłoniach.
Konsystencja jest świetna, treściwa i gęsta. Krem wydostaje się przez malutką dziurkę, zupełnie inaczej niż w innych kremach, przez co zawsze możemy nabrać odpowiednią ilość kosmetyku. Wystarczy odrobina żeby pokryć całe dłonie, dlatego krem jest bardo wydajny. Ta mała tubeczka, zawierająca 75ml kremu wystarcza spokojnie na pół roku używania. W pełni zgadzam się z producentem, że możemy użyć go aż 200 razy! Przy takiej wydajności cena jest bardzo korzystna. Polecam wszystkim, którzy mają problematyczne dłonie.
 
 
Podsumowując:

Nawilżanie: 5/5
Zmiękczanie skóry: 5/5
Odżywianie: 5/5
Zapach: 5/5
Szybkie wchłanianie: 5/5
Konsystencja: 5/5
Wydajność: 5/5
Cena: 5/5
Łącznie: 40/40

środa, 23 listopada 2011

TAG: Kosmetyczne must have

Gdy tylko zobaczyłam u lajfstyle ten TAG, wiedziałam, że muszę go zrobić :) No to zaczynamy:


Zasady:

  • Wymieniamy 5 ulubionych produktów, które używamy codziennie. Jeśli macie ochotę może być to kolorówka, lub pielęgnacja. Wszystko zależy od Was i Waszych upodobań. 
  • Następnie zapraszamy inne bloggerki do wzięcia udziału w zabawie. :)

No to zaczynamy ;)



1. Tusz

Może nie używam go codziennie, ale uwielbiam lekko podkreślone tuszem oczy. Bez niego czuję się "niewyraźnie" ;) Mój tusz musi być wodoodporny, bo zawsze jestem przygotowana na wszystko. Nie mam jeszcze swojego ulubieńca, ale aktualnie używam Wibo Extreme Lashes Waterpoof i sprawuje się całkiem nieźle.



 2. Pomadka nawilżająca
 Bez niej nigdzie się nie ruszam. Uwielbiam mieć nawilżone usta, nie cierpię suchych skórek i ogólnie suchości ;) Moim absolutnym hitem jest pomadka Neutrogeny. Nic nie nawilża tak jak ona. Muszę chyba zrobić zapasy, bo jest teraz w Rossmannie za 14zł z kremem do rąk gratis. Ta pomadka zostanie ze mną pewnie na zawsze, ale muszę wcześniej przetestować Carmex i Tisane, bo podobno też są bardzo dobre.



3. Oliwka/olejek

Bez tego też nie jestem w stanie żyć. Świetnie działa na włosy, nawilża je, odżywia, wygładza i nabłyszcza. Czego chcieć więcej? Używam oliwki Babydream zamiennie z olejkiem rycynowym. Chyba jednak wolę pierwszą opcję, bo łatwiej ją nałożyć na włosy i łatwiej zmyć, dzięki wodnistej konsystencji. Używam olejków od dwóch miesięcy, 3-4 razy w tygodniu i mogę powiedzieć, że nie jestem w stanie bez nich żyć. Nic nie działa na włosy tak dobrze jak olejki.



4. Krem Isana z mocznikiem

Nic nie nawilża lepiej niż on. Stosuję go na całe ciało, gdy jest bardzo przesuszone, bo wiem, że on zawsze mi pomoże. I codziennie na stópki, są po nim miękkie i gładkie :) To taki mój "krem ratujący". Zrecenzowałam go tutaj. To już chyba moje 5 opakowanie i dalej nie mogę się z nim rozstać, uwielbiam go.


5. Skrobia ziemniaczana - najlepszy puder matujący

Niestety, jestem posiadaczką cery tłustej. Przetestowałam już kilka pudrów matujących i żaden nie zmatowił mojej buźki na tak długo. Odkryłam skrobię latem, gdy potrzebowałam czegoś, co zmatowiłoby i nie destabilizowało filtrów, których wtedy używałam. Już ich nie używam, nie mam do nich cierpliwości, ale skrobia została. Ze nią twarz jest matowa nawet przez 4 godziny, potem widoczne jest lekkie rozświetlenie, a zaczynam się świecić po ok. 7 godzinach. Nie widać jej na twarzy, jest tania i bardzo wydajna. Trzymam ją w plastikowym jajku, opakowaniu po wielkanocnych cukierkach ;)

  
 Mogłabym wymienić jeszcze dużo rzeczy, ale trzeba było napisać tylko o 5 najważniejszych. Nie wymieniłam jeszcze lakieru do włosów, a on jest mi zawsze potrzebny, bez niego moja grzywka źle wygląda. O antyperspirancie i perfumach mówić nie będę, to przecież must have każdego ;)
I to tyle z mojej strony :)

Taguję:


I każdego, kto chce odpowiedzieć na tego TAGa :)

 

niedziela, 20 listopada 2011

Recenzja - L`Biotica, Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów ciemnych







Opinia producenta:

Tajemnicą skuteczności maseczki regenerującej BIOVAX do włosów ciemnych są jej składniki: ekstrakt z alg brunatnych, proteiny jedwabiu, olejek ze słodkich migdałów, miód, henna i filtr UV. Algi brunatne zawierają związki jodu, potas, magnez, wapń, żelazo oraz witaminy: B1, B2, C, K. Nasilają one syntezę keratyny, co zapobiega nadmiernej łamliwości włosów. Składniki aktywne maseczki łatwiej wnikają do wnętrza włosa dzięki hennie, która sprzyja odnowieniu jego naturalnej pigmentacji. Zawarty w maseczce BIOVAX filtr UV dodatkowo zabezpiecza ciemne włosy przed płowieniem.


  
Skład:


Aqua, Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol (and) Ceteareth-20, Pronus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Acetylated Lanolin, Glycerin, Lawsonia Inermis Extract, Mel (Honey) Extract, Hydrolyzed Silk, Polyquaternium-59 (and) Butylene Glycol, Parfum, Mica (and) Titanium Dioxide (and) Iron Oxides, Fucus Vesiculosus Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol (and) Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Linalool, Hexyl Cinnamal. (04.02.2011)

 
Cena: ok. 17zł / 250g

Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=37662


Moja opinia:

Założę się, że każda z Was słyszała o produktach Biovax :)  Odkąd pamiętam, w moim domu przewijały się maski tej firmy, a przetestowałam chyba większość rodzajów i uważam, że wszystkie są bardzo dobre. Dzisiaj zrecenzuję wersję regenerującą do włosów ciemnych.
Na początku chciałabym się odnieść do tych "włosów ciemnych". Myślałam, że maska lekko pogłębi kolor włosów, ale nie zauważyłam żadnej zmiany. Uważam, że może być stosowana nawet przez blondynki.
Przede wszystkim maska świetnie nawilża włosy. Są po niej niesamowicie gładkie i miękkie, a co najważniejsze - odżywione. Maska świetnie sobie radzi również z nabłyszczaniem. Używam jej raz w tygodniu, bo w pozostałe dni nakładam olejki, ale nawet ten jeden dzień wystarczy, żeby poprawić stan naszych włosów.
A teraz coś dla właścicielek włosów cienkich i przetłuszczających się: maska nie obciąża włosów. Są po niej lekkie i sypkie, w żadnym stopnie nie obciążone :)
Produkt ten ma świetną konsystencję, dzięki której łatwo można rozprowadzić go na włosach, nawet tylko lekko zwilżonych. Bardzo podoba mi się zapach maski, nie wiem do czego go porównać, ale jest bardzo słodki ;) 
Z wydajnością jest bardzo dobrze :) Półlitrową wersję zużyłam w pół roku, a używałam jej ja i moja mama, także jedna osoba będzie zużywać maskę okrągły rok :) Muszę jeszcze dodać, że często nakładałam ją po myciu tylko na chwilę i używałam jako odżywki. A ja zawsze nakładam ogromne ilości kosmetyków, także maska naprawdę dobrze się trzyma :) W stosunku do takiej wydajności, cena jest naprawdę niska.
Jest to chyba najlepsza maska jakiej używałam!



Podsumowując:
Nawilżanie: 5/5
Zmiękczanie włosów: 5/5
Odżywianie: 5/5
Wygładzanie: 5/5
Nabłyszczanie: 5/5
Zapach: 5/5
Brak obciążenia: 5/5
Konsystencja: 5/5
Wydajność: 5/5
Cena: 5/5
Łącznie: 50/50

sobota, 19 listopada 2011

Recenzja - Calmaderm DPG, Dermactol, Krem do rąk








Opinia producenta:


Dermactol Krem to specjalnie opracowana formuła przeznaczona do pielęgnacji suchej, szorstkiej i popękanej skóry dłoni. Zawarte w nim naturalne aktywne substancje wzbogacone witaminami i naturalnymi tłuszczami, łatwo się wchłaniają zapewniając zdrową, gładką i elastyczną skórę.
Skoncentrowana formuła kremu powoduje że jest on bardzo wydajny i naniesienie już niewielkiej ilości kremu powoduje że skóra staje się gładka, miękka i odżywiona.

W skład kremu wchodzą:

- Masło Shea – zawiera nienasycony kwas tłuszczowy oraz witaminy E i F, które łagodzą, zachowują wilgoć i elastyczność skóry. Zawiera również naturalny składnik chroniący przed promieniowaniem słonecznym
- Oliwa z oliwek – dzięki dużej zawartości witamin, antyutleniaczy i nienasyconych kwasów tłuszczowych chroni skórę przed nadmierną utrata wilgoci, działając jednocześnie przeciwstarzeniowo oraz nawilżająco
- Drobnoustrojowy olej pszenny – wysoką zawartością witaminy E bardzo dobrze zmiękcza popękaną i odwodnioną skórę. Dzięki temu odżywia i leczy naskórek wspomagając powstawanie nowych komórek
- Aloes – łagodzi, redukuje opuchliznę, nawilża i pobudza syntezę tkanki skórnej

 Ze względu na swoje właściwości może być stosowany również do twarzy i warg.
Testowany dermatologicznie



Cena: 19zł/75ml (do kupienia tutaj)

Moja opinia:

Może od razu zacznę od tego, że z tym kremem się nie polubiliśmy, albo to raczej ja nie polubiłam tego kremu ;)
Początkowo nawet mi pasował, bo miał treściwą konsystencję. Była gęsta i tępa, więc myślałam, że będzie świetnie nawilżał. Tak się niestety nie stało. Ani nie nawilżał, ani nie odżywiał. Powiedziałabym, że wręcz wysuszał moje dłonie. Zamiast miękkich, jędrnych dłoni miałam przesuszone rączki z odstającymi suchymi skórkami. Jeśli krem robi coś takiego, wszystkie inne zalety się dla mnie nie liczą. A ten krem ma naprawdę niewiele zalet, także wiele nie traci ;)
Zapach jest delikatny, ale mi się nie podoba. Z powodu tej gęstej konsystencji krem dość długo się wchłania i pozostawia tłustą warstwę, a tego w kremach do rąk nie cierpię. Z takim tłustym filmem ani nie można zrobić niczego w kuchni, ani napisać niczego na blogu, ani nie wolno niczego dotykać.
Jak wszystkie produkty Calmaderm, jest niewydajny, bo wystarczył mi jedynie na 3 tygodnie codziennego stosowania. W stosunku do wydajności cena jest wysoka, bo za te 20 dni stosowania płacimy 20 zł.
Chciałabym odnieść się jeszcze do tego, że producent zaleca stosowanie na twarz i usta. Na buźkę nigdy bym tego nie nałożyła, będzie zostawiać tłusty film i oczywiście świeciłabym się jak latarnia, ale posiadaczki cery suchej mogą go wypróbować, może dla nich się nada? Ostatnio nałożyłam go na usta, ale krem ma okropny smak i w ogóle jest ohydny ;) W dodatku kiepsko je nawilża.
Ogólnie nie polecam.


Podsumowując:

Nawilżanie: 0/5
Zmiękczanie skóry: 1/5
Odżywianie: 1/5
Zapach: 2/5
Szybkie wchłanianie: 2/5
Konsystencja: 2/5
Wydajność: 3/5
Cena: 3/5
Łącznie: 14/40

piątek, 18 listopada 2011

Pielęgnacja rzęs z kremem L'biotica

Kilka miesięcy temu, codziennie wieczorem nakładałam na rzęsy olejek rycynowy. I było warto! Miałam piękne, czarne firanki. Ale niestety tylko rzęsy były takie śliczne. Olejek jest tłusty i zawsze rano budziłam się z tłustymi włosami wokół twarzy. Grzywka ucierpiała szczególnie ;) Nie mam czasu myć włosów rano, więc zrezygnowałam z olejku. I z moimi rzęsami było co raz gorzej... Zamiast czarnych, grubych rzęs miałam jasno brązowe, cienkie włoski. I powiedziałam "dość"! Pognałam do apteki, gdy zobaczyłam, że moje rzęsy są w naprawdę tragicznym stanie. I przyniosłam ze sobą to cudo:







Regenerujący krem do rzęs firmy L'biotica. Nawet nie zajrzałam na KWC przed zakupem, zrobiłam to dopiero dzisiaj. I co? Ma same świetne opinie i aż 28 "Mój hit"! Już wklejam opinię producenta :)

Opinia producenta:

"Rzęsy, tak samo jak włosy i paznokcie, narażone są na działanie szkodliwych czynników, które powodują, iż stają się one słabe i kruche. Krem do regenerujący do rzęs został opracowany, aby je odżywiać i odnawiać oraz przywracać ich naturalne piękno. Jest to jedyny na polskim rynku kosmetycznym krem do rzęs oparty na naturalnych składnikach, który sprzyja wzrostowi rzęs. Może być on stosowany bez ograniczeń, także przez osoby noszące soczewki kontaktowe. Nie jest szkodliwy, nie drażni nawet bardzo wrażliwych oczu. Jego kremowa konsystencja i specjalny aplikator umożliwiają precyzyjne nałożenie preparatu. Widoczne efekty uzyskuje się już po 30 dniach stosowania."




 Skład:


Skład:Petrolatum, Oleum Ricinic, Virginale Oil, Paraffinum Liquidum, Olea Europaea, Serenoa Repens, Macadamia, Ternifolia Seed Oil, Buxus Chinensis (jojoba Oil) Polyglyceryl, Pantenol.

Cena: 13zł / 10ml


Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=40380&next=1

Od dzisiaj będę go stosować codziennie na noc i zobaczymy, jakie przyniesie efekty :) Napiszę recenzję gdy tylko wykończę całe opakowanie :)

A Wy, używałyście kiedyś tego kremu lub innych specyfików do rzęs? Pochwalcie się :)


PS. Mogłabym Was prosić o głosy w nowym konkursie na Wizażu? Wystarczy kliknąć "Tak,  głosuję". Jest to dla mnie bardzo ważne. Można głosować co 5 minut do 27 listopada, byłabym Wam bardzo wdzięczna. Tutaj link: http://wizaz.pl/akcje/eucerin/dermopuryfier/index.php?uid=673970&k=b
Chętnie się odwdzięczę :)


Możecie zadawać mi pytanie na Formspring -  http://www.formspring.me/PlanetQuera

czwartek, 17 listopada 2011

Wibo, Beautiful as Rose, Różany lakier do paznokci, 10







Cena: 5zł /12ml

Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=45186&next=1

Moja opinia:

Posiadam kolor numer 10. Dodałam dzisiaj wyjątkowo dużo zdjęć, żeby pokazać Wam, że lakier zmienia kolor pod wpływem światła. W świetle dziennym jest jaśniutki i pastelowy, a w świetle sztucznym ciemno różowy, bardziej landrynkowy. Początkowo wydawał mi się "babciowy", ale teraz nawet mi się podoba :) Posiada złoty i różowy shimmer, który jest tak delikatny, że widać go tylko w ostrym świetle.
Lakier ten ma jedną, wyjątkową cechę - pachnie różami! Myślałam, że będę czuła zapach maksymalnie kilka godzin po aplikacji. Myliłam się jednak, bo nawet trzeciego dnia po nałożeniu można było poczuć lekki, różany zapach. Niemniej jednak niektórym może to przeszkadzać, bo przez te pierwsze godziny zapach jest baardzo intensywny.
Trwałość tego lakieru mnie zadziwiła. Spodziewałam się tego, że lakier będzie trzymał się na paznokciach 2-3 dni. Mam go na paznokciach już szósty dzień, a końcówki dopiero teraz zaczęły się ścierać. Myślę, że spokojnie mogę nosić go jeszcze 2 dni.
Lakier średnio kryje, ma żelkową konsystencję. Na zdjęciach mam trzy warstwy. Myślę, że przy 1-2 warstwach nada się do frencha.
Dość szybko wysycha, ale w tej kwestii jest raczej przeciętny. Nie robi smug, a to jest dla mnie ważne przy kiepsko kryjących lakierach.
Możecie kupić teraz ten lakier w Rossmannach w CND za ok. 3,50zł, ale nie wszędzie już można go spotkać, bo była to edycja limitowana.


Podsumowując:
Kolor: 4/5
Trwałość: 5/5
Cena: 5/5
Krycie: 2/5
Szybkie wysychanie: 4/5
Brak smug: 5/5
Łącznie: 25/30


niedziela, 13 listopada 2011

Uwaga, bubel! Pędzel do różu For Your Beauty





Cena: 8-9zł/szt.

Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=41733


Moja opinia:

Spokojnie mogę powiedzieć, że to najgorszy pędzel jaki istnieje. Kupiłam go ze względu na niską cenę i dlatego, że nie miałam czym nakładać mąki ziemniaczanej, żeby zmatowić filtry latem.
Pierwsze co zauważyłam to to, że pędzel nie jest miękki, a ostry, twardy i drapiący. Nierównomiernie nakłada róż i puder, przez co kosmetyki grudkują się na twarzy i powstają placki. Źle je rozciera, przez co nie stapiają się ze skórą. Nawet, jeśli dobrze dobrałyśmy odcień pudru/różu, nie wygląda on naturalnie, bo zawsze widać, że mamy coś na twarzy. Kolejną wadą produktu jest to, że gubi ogromne ilości włosia. Zawsze po użyciu muszę strzepywać te 7-8 włosków. Ale to nic w porównaniu z myciem pędzla! Wtedy cała umywalka jest pokryta czarnym włosiem.
Nawet po umyciu pędzla delikatnym szamponem i nałożeniu na niego dobrej odżywki jest ostry, podrażnia i "drapie" twarz.
Pędzel deformuje się, włoski są powyginane we wszystkie strony. Był tani, ale żałuję nawet tych ośmiu złotych wydanych na niego... Nie polecam nikomu. Następnym razem sięgnę po coś z wyższej półki.

Podsumowując:
Miękkość: 0/5
Równomierne nakładanie: 0/5
  Brak placków: 0/5
Brak gubienia włosia: 0/5
 Brak deformacji włosia: 0/5
Cena: 5/5
Łącznie: 5/30

Bubel roku!

sobota, 12 listopada 2011

Pielęgnacja Querowych włosów :)

Dzisiaj chciałabym napisać o moim włosomaniactwie :)
Od zawsze używałam jedynie szamponu i odżywki, a moje włosy były w dość kiepskim stanie. Rosły sobie i rosły, aż zaczęły się bardzo plątać. Cóż, to jest jedna z cech długich włosów... Aż zaczęłam używać odżywki w sprayu, która ułatwiała mi mozolne rozczesywanie po myciu, trwające kilka minut. Byłam zachwycona tym, że w minutę rozczesałam wszystkie kołtuny i zaczęłam używać jej regularnie, po każdym myciu.
Pewnego dnia koleżanka poprosiła mnie, żebym kupiła jej odżywkę bez spłukiwania (już nie pamiętam nazwy). Odżywkę kupiłam, ale koleżanka się po nią nie zgłosiła, więc została u mnie w szafie. Miałam przetłuszczające się włosy i bałam się, że odżywka dodatkowo mi je obciąży. Leżała sobie więc w czeluściach szafy przez kilka miesięcy. Z natury jestem oszczędna, więc nie chciałam, żeby się zmarnowała. Doszło do tego, że odważyłam się jej użyć :) Byłam zachwycona tym, że włosy pięknie się błyszczały i były takie gładkie i miękkie. I obyło się bez obciążenia!
Przez kilka miesięcy stosowałam powyższy zestaw, a włosy były w coraz lepszym stanie. Aż do mojej łazienki zawitały maski Biovax. Nakładałam je na zwilżone włosy przed myciem na pół godziny, później zmywałam. I po kilku miesiącach moje włosy były w jeszcze lepszym stanie, ale mi nadal było mało pielęgnacji.
I wtedy odkryłam wizaż. To było najlepsze, co mogłam zrobić dla moich włosów, ciała i ogólnie wszystkiego ;) Wyczytałam tam o jedwabiu do włosów i szamponie Babydream. Obie rzeczy wylądowały w moim koszyku w Rossmannie. Jedwab mi się spodobał, ale szampon nie najlepiej oczyszczał moje włosy. W międzyczasie zdecydowałam się na grzywkę, co było kolejnym trafnym posunięciem. Z nią wyglądam o wiele lepiej niż bez, więc pozostała do dzisiaj :) I Babydreamu używam do mycia jej codziennie rano.
Na wizażu wpadłam na wątek o olejowaniu włosów. Zainteresowałam się tym i kupiłam olejek rycynowy w najbliższej aptece. Pierwsze użycie było totalną porażką. Trzymałam go całą noc, a rano umyłam włosy dwa razy. Po wysuszeniu włosy były całe oblepione tłustą mazią. Rzuciłam się do zmywania tego i pozbyłam się olejku po czwartym (łącznie szóstym) myciu. Nie wiedziałam, czym dziewczyny się tak zachwycają, bo ja byłam wściekła. Przecież zmywałam ten olejek ok. godzinę. ALE. No właśnie, ale. Następnego dnia koleżanka zachwyciła się moimi włosami. Mówiła, że tak pięknie błyszczą i są jedwabiście miękkie. I że wyglądają...zdrowiej. Chcąc nie chcąc, dałam olejkowi drugą szansę. Zmywałam go coraz mniej razy, 5, 4, 3, a teraz wystarczą dwa mycia. Dążę do tego, aby zmyć go za pierwszym razem, ale do tego jeszcze długa droga ;)
Teraz uważam, że moje włosy są w średnim stanie, a za ok. dwa lata będą idealne :) Będą miały moją wymarzoną długość - 75cm. Teraz jest ok. 57cm, ale to jeszcze nie jest to, czego chcę.
Niedawno "odkryłam" wodę brzozową. Używam jej ok. miesiąc, także nie mogę jeszcze zdać z tego relacji.Włosy na pewno mniej się przetłuszczają, odkąd zaczęłam je porządnie odżywiać i nawilżać. Zrezygnowałam też z suszarki.
Włosy olejuję od dwóch miesięcy, co dwa dni i trzymam olejek 3-4 godziny. Prawdziwe efekty zauważę pewnie za te dwa lata, gdy będą już długie :)
Ogólnie nie przepadam za kolorem moich włosów, ale jeszcze nie będę męczyć ich farbami. Za jakieś 3-4 lata pewnie zdecyduję się na głęboki brąz, albo ognisty rudy :)



A teraz moje włosy:
(normalnie są w lepszym stanie, ale robiłam te zdjęcia po kilkugodzinnej "wycieczce po centrum handlowym" i nie zdążyłam ich porządnie rozczesać)


Bardzo przepraszam za takie kiepskie zdjęcia i nieciekawe tło, ale to jedne ze zdjęć typu "na szybko, za szybko".


Aktualnie używam:
  • wody brzozowej (nie przestraszcie się butelki Sidoluxa, musiałam przelać wodę do butelki z atomizerem, a miałam tylko tą ;) )

  • mocnego, ziołowego szamponu do zmywania olei (wiem, że powinnam je zmywać czymś delikatnym, bez SLS, ale te szampony nawet nie ruszają tego olejku)
  • delikatny Babydream do porannego mycia grzywki

  • olejek rycynowy
  • oliwka Babydream, działa podobnie jak olejek rycynowy, a łatwej go zmyć

  • odżywka do spłukiwania, aktualnie Isana z Babassem
  • maska Biovax, którą zawsze można znaleźć w mojej łazience. Teraz mam do włosów ciemnych, ale za każdym razem kupuję inną wersję i zawsze jestem zadowolona.

  •  jedwab do włosów Biosilk, ma za dużo silikonów jak na jedwab, ale jest całkiem ok
  • serum na końcówki z Avonu, niedługo się skończy, więc poluję na serum Joanny, z apteczki babuni
  • balsam do włosów, aktualnie Joanna
  • odżywka w sprayu, z tej jestem średnio zadowolona, niedługo zobaczycie recenzję




piątek, 11 listopada 2011

Recenzja - Calmaderm, AloeVera Gel


Konsystencja żelu

Opinia producenta:

Jest produktem całkowicie naturalnym, wyprodukowanym z wyciągu roślinnego aloesu, uprawianego na ekologicznych plantacjach w warunkach najwyższej jakości. Dzięki temu możliwe jest uzyskanie wysokiego procentu aktywnych substancji roślinnych. AloeVera jest skutecznym ratunkiem w przypadku powierzchownej opuchlizny, otarć oraz zaczerwienień i podrażnień skórnych (oparzenia, ukąszenia insekta), nie zawiera sztucznych barwników ani substancji zapachowych, nie ma zatem ryzyka wywołania podrażnień i alergii. POLECANY PO OPALANIU

Cena: 16zł/100ml (do kupienia tutaj)

Moja opinia:

Początkowo nie byłam zachwycona konsystencją przezroczystego żelu, ale po pewnym czasie ją pokochałam. Jak wiecie, wszystkie mleczka i balsamy do ciała mogą szybko się wchłaniać, ale jednak uczucie wilgotnej skóry pozostaje. W tym przypadku czegoś takiego NIE MA. Już 3-4 minuty po posmarowaniu skóra jest sucha. Oczywiście nie w tym sensie, że nienawilżona ;)  Żel nie zostawia lepkiej i tłustej warstwy.
Myślałam, że skoro kilka minut po aplikacji nie czuję, że użyłam jakiegoś kosmetyku, on nie zdziała za wiele. Nic bardziej mylnego! Ten żel wspaniale nawilża i odżywia skórę, a przede wszystkim ją zmiękcza. Dawno nie miałam tak ładnie nawilżonego ciała i skóry w świetnym stanie.
Stosowałam go po goleniu i mnie nie podrażnił. Znieczulenia drobnych ranek, czy zacięć żyletką nie zauważyłam, ale od tego raczej są apteczne specyfiki, np. maść Tribiotic, która zawsze mnie ratuje. Chyba nie nada się do stosowania po opalaniu, bo efektu chłodzenia nie ma.
Żel ma bardzo delikatny zapach, którego prawie nie czuć. To akurat mi się podoba, bo wolę nie czuć nic, niż okropny zapach. Koniec tego dobrego, przejdźmy do tego, że to najbardziej niewydajny kosmetyk jaki kiedykolwiek miałam! W dwa tygodnie stosowania co dwa dni zużyłam CAŁE opakowanie! Cena niby jest dobra, ale zbyt wysoka, jak na taką wydajność. 
Jestem zadowolona z tego kosmetyku. Firma Calmaderm mogłaby popracować jedynie nad większym opakowaniem, które starczy nam na dłużej :)


Podsumowując:
Nawilżanie: 5/5
Zmiękczanie skóry: 5/5
Odżywianie: 4/5
Zapach: 5/5
Szybkie wchłanianie: 5/5
Konsystencja: 5/5
Wydajność: 1/5
Cena: 3/5
Łącznie: 33/40

wtorek, 8 listopada 2011

Recenzja - Clinique, High Impact Mascara (Tusz pogrubiający, wydłużający i podkręcający)




Opinia producenta:

Mascara, która wg producenta wyraźnie podnosi i podkręca rzęsy - o 26 stopni, wydłuża - o 36% i maksymalnie je pogrubia.
Efekt ten zapewnia specjalna, opatentowana szczoteczka: jej włoski, zrobione z delikatnych włókienek, są puste w środku. Zapewniają bardzo delikatną, miękką aplikację - rzęsy są jedwabiste, delikatnie „uczesane". Zwężona końcówka szczoteczki pozwala wygodnie nakładać tusz na dolne i górne rzęsy w kącikach oczu. Same włoski są ułożone skrętnie w maksymalnie dogodną liczbę zwojów, bez zbędnych przerw. Zapewnia to natychmiastowy efekt pogrubienia i zapobiega sklejaniu się rzęs - nadmiar maskary zostaje na szczoteczce.
Zawarte w tuszu specjalne polimery (Copolymer Acrylates) pokrywają rzęsy wydłużając je i jednocześnie rozdzielając, a baza polimerowa pielęgnuje rzęsy (m.in.: Polyvinyl, PVP).
Podwójne nawilgotniąjące składniki polimeryczne wzmacniające pigmenty (m.in.: dimetikon, PEG-8 Polyacrylate PVP) sprawiają, ze kolory są wyraziste, czyste i intensywne.
Efekt: rzęsy są jedwabiste i odpowiednio pielęgnowane - miękkie woski oraz miękkie polimery ze składnikami pielęgnacyjnymi (pantenol, hialuronian sodowy, pszenne proteiny).
Przetestowany alergoiogicznie, oftalmologicznie. W 100% bezzapachowy. Dostępne kolory: czarny, brązowy, granat, oberżyna.

Cena: 89 zł / 8 g 

Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=5385
 
Efekt:







Moja opinia:

Jak widzicie, tusz daje bardzo ładny efekt, który łatwo osiągnąć, bo na zdjęciach mam tylko jedną warstwę. 
Tusz przede wszystkim świetnie wydłuża i podkręca rzęsy. Z pogrubianiem też nieźle sobie radzi, ale w tej kwestii jednak mnie nie zachwycił. Kolejną zaletą tego tuszu jest to, że jest naprawdę czarny. Nie grudkuje się, a jest to dla mnie bardzo ważna kwestia. Ma bardzo ciemny, głęboki kolor, za co go uwielbiam! Z rozdzielaniem niestety nie jest już tak dobrze. Trochę się namachałam, aby osiągnąć taki efekt, jaki widzicie na zdjęciach, ponieważ tusz bardzo zlepia rzęsy. Zyskujemy wtedy tzw. pajęcze nóżki. Na początku nie mogłam opanować tego efektu, ale z czasem nabrałam wprawy i teraz mam piękne, rozdzielone, pogrubione i wydłużone rzęsy :)
Teraz przejdźmy do wad, które dla mnie dyskwalifikują ten kosmetyk. Mianowicie, jest to najbardziej osypujący się tusz jaki widziałam! Już po godzinie od aplikacji mamy pod oczami całą masę czarnych okruchów. Nie mam tak dobrej pamięci, żeby pamiętać o czyszczeniu oczu z okruszków co godzinę. Kolejną wadą jest to, że nie jest to tusz wodoodporny. Nadchodzi zima i ulewy oraz śnieg będą teraz częstym zjawiskiem, dlatego potrzebuję tuszu, który to wytrzyma. Ostatnim minusem jest wysoka cena. Szczerze mówiąc, uwielbiam tanie kosmetyki, które mogę kupować w ogromnych ilościach, niż drogie, na które mogę sobie pozwolić tylko raz na jakiś czas.


Podsumowując:
Wydłużanie: 5/5
Pogrubianie: 4/5
Rozdzielanie: 3/5
Podkręcanie: 5/5
Kolor: 5/5
Ogólny efekt: 5/5
Brak grudek: 5/5
Brak osypywania się: 0/5
Brak odbijania się: 4/5
Wodoodporność: 1/5
Cena: 1/5
Łącznie: 38/55

niedziela, 6 listopada 2011

Nowe kosmetyki + współpraca z Japan Cosmetics i Perfumoteka

Witajcie :)
Przez ostatnie dwa tygodnie przybyło mi kilka nowych kosmetyków, oczywiście już Wam je pokazuję:


 Przyszłam do Rossmanna po puder Rimmela Stay Matte, ale porthel świecił pustkami, więc skusiłam się na Manhattan ;)

 Coś do ujarzmienia grzywki, przeciwstawiam się okropnemu wiatrowi:


Wygrana w rozdaniu. Czuję, że się bardzo polubimy. Używam tych kosmetyków od tygodnia i moja cera bardzo się poprawiła :)


Wygrana w rozdaniu. Chyba nie mój odcień, ale za to bardzo ładnie matuje cerę.


I mój faworyt, pierścionek z House'a za całe 10 zł. Uwielbiam go!


W tym tygodniu podjęłam współpracę z dwoma firmami: Japan Cosmetics i Perfumoteka .

Na blogu Perfumoteki już niedługo będziecie mogli czytać moje recenzje perfum :) Bardzo mnie to cieszy, bo uwielbiam perfumy i może więcej osób będzie miało możliwość przeczytać moje recenzje na ich temat.

A na moim blogu za kilka tygodni pojawią się recenzje produktów Japan Cosmetics. Zrecenzuję produkty z trzech serii: Salacia Arius Marine z minerałami morskimi, Salacia Arius Multi Active i Salacia Arius P.D. Skin Cares. Kosmetyki prezentują się bardzo zachęcająco i mam nadzieję, że się polubimy :)

sobota, 5 listopada 2011

Recenzja - Calmaderm DPG, balsam do ciała PantheVera









Opinia producenta:


Aloes łagodzi podrażnienia, chłodzi i silnie regeneruje zaczerwienioną skórę.W składzie znajduje się  40 % ekstraktu ze stężonego aloesu oraz 5 % D-Panthenolu, który dobrze wnika w skórę łagodząc i gojąc podrażnienia, swędzenia i zaczerwienienia.. Wspaniale uzupełnia się z tymi dwoma składnikami olejek jojoba, który odżywia, zmiękcza, nawilża i natłuszcza naskórek. Doskonale wchłania się w skórę, zapobiega jej wysuszeniu poprzez wzmocnienie warstwy cementu między komórkowego.
Dzięki swoim właściwościom PantheVera jest idealny do stosowania po opalaniu ,  w gabinetach kosmetycznych  po zabiegach depilacji, laserze oraz leczeniu radioterapią. Skutecznie łagodzi podrażnioną skórę, delikatnie chłodzi i uspokaja, działa nawilżająco i regenerująco, dzięki temu skóra jest przyjemnie gładka, nawilżona i napięta. Można go również stosować przy egzemie, niegroźnych urazach skóry lub po goleniu.

Cena: 27zł/180ml  (do kupienia tutaj)

Moja opinia:

Na szczęście na tym produkcie nie zawiodłam się tak, jak na kremie do stóp :) Mogę nawet powiedzieć, że zalicza się do moich ulubionych balsamów na lato.
Zacznijmy od opakowania. Jest bardzo wygodne, ma pompkę, dzięki której nie muszę męczyć się z zakręcaniem nakrętki tłustymi rękoma.
Tak jak obiecuje producent, balsam naprawdę CHŁODZI! Będzie się idealnie nadawał na poparzenia słoneczne. Łagodzi podrażnienia, używałam go po goleniu i wspaniale koił moją skórę. Do tego dobrze nawilża i zmiękcza skórę. Kiepsko odżywia, skóra nie nabiera po nim kolorków ;)
Balsam ma delikatny zapach, wyraźnie można w nim wyczuć pantenol. Wchłania się szybko i nie zostawia tłustej warstwy, a to jest dla mnie dużym plusem. Ma świetną konsystencję i fajny kolor, błyszczy na perłowo.
Teraz przejdźmy do minusów: kosmetyk jest niewydajny, trzeba go nałożyć bardzo dużo na skórę, żeby w ogóle poczuć, że czymś się posmarowałyśmy. W stosunku do tak małej wydajności cena jest dość wysoka. Opakowanie wygląda na duże, ale przecież ma tylko 180ml. Pół opakowania zużyłam w 2 tygodnie, a używałam go co dwa dni.
Polecam ten balsam, ale nadaje się bardziej na lato niż na zimę, właśnie przez wyraźny efekt chłodzenia.


Podsumowując:
Nawilżanie: 5/5
Zmiękczanie skóry: 5/5
Odżywianie: 2/5
Zapach: 4/5
Szybkie wchłanianie: 5/5
Konsystencja: 5/5
Wydajność: 2/5
Cena: 2/5
Łącznie: 30/40

 

 PS. Niedługo możecie spodziewać się recenzji tuszu do rzęs. Pokażę Wam jeszcze mój haul i nagrody z rozdań, jak tylko wszystkie do mnie dotrą. Przepraszam Was też, że dawno nie pisałam, ale wracam późno do domu i mam kiepskie światło do zdjęć :(

środa, 2 listopada 2011

Recenzja - Bioderma, Sebium AKN, Active Cream (Krem aktywny)






Opinia producenta:

Krem aktywnie działający na wszystkie przyczyny i objawy trądziku. Opatentowany kompleks Fluidactiv koryguje własności sebum, zmniejszając tym samym powstawanie zaskórników. Składniki złuszczające odblokowują pory. Glukonian cynku reguluje ilość wydzielanego łoju oraz hamuje rozwój mikroorganizmów odpowiedzialnych za stany zapalne; często odpornych na działanie antybiotyków stosowanych w standardowej kuracji dermatologicznej. Czynniki kojące zmniejszają zaczerwienienia. Ponadto Sebium AKN wygładza naskórek i poprawia wyglą skóry. Delikatna, nietłusta konsystencja.
Wskazania: trądzik młodzieńczy (wczesne i bardziej zaawansowane stadia), skóra tłusta (łojotok).
  

Skład:

Water (aqua), di-C12-13 alkyl malate, c12-13 alkyl lactate, dipropylene glycol, aluminum starch octenylsuccinate, glycerin, ptfe, salicylic acid, xylitol, zinc gluconate, arachidyl alcohol, glyceryl stearate, peg-100 stearate, caprylic/capric triglyceride, laminaria ochroleuca extract, glycyrrhetinic acid, mannitol, ginkgo biloba extract, fructooligosaccharides, rhamnose, behenyl alcohol, polyacrylamide, sodium hydroxide, arachidyl glucoside, c13-14 isoparaffin, xanthan gum, propylene glycol, laureth-7, dodecyl gallate, fragrance (parfum). 

Cena: ok. 40zł/30ml 

Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=8608

Moja opinia:

Nie jestem zadowolona z tego kremu, a byłam do niego nastawiona bardzo pozytywnie. Miałam wobec niego dość duże opakowania, bo cena do małych nie należy.
Po kilku dniach używania miałam okropny wysyp. Cała twarz w bolących grudkach... To było straszne. Wzięłam to za oczyszczanie twarzy, zawsze tak miałam przez pierwsze dwa tygodnie używania kwasów, więc specjalnie mnie ten wysyp nie zdziwił. Problem zaczął się wtedy, gdy po trzech tygodniach używania pryszcze nie znikały, a wręcz było ich coraz więcej. Nie zmniejszył łojotoku, więc uznałam że coś jest nie tak. Odstawiłam go i od razu zauważyłam poprawę. Pryszczy było mniej, a twarz była gładsza. 
Krem nie matuje, przy nakładaniu trochę piecze. Wałkuje się, więc nadaje się tylko na noc, bo raczej nikt nie chce oglądać naszej twarzy ozdobionej małymi rulonikami kremu ;) Plus za to, że nie pozostawia tłustego filmu.
Krem ma lekki zapach i wygodne opakowanie. Niestety nie jest wydajny, pół opakowania zużyłam w 3 tygodnie. No, więcej zużyć nie mogłam przez ten wysyp... Opakowanie jest malutkie, a cena do najniższych nie należy. Więcej już go nie kupię. Jest po prostu okropny.

Podsumowując:
Likwidowanie pryszczy: 0/5
Zmniejszanie łojotoku: 2/5
Matowanie: 2/5
Brak rolowania się: 1/5
Brak tłustego filmu: 4/5
Zapach: 4/5
Wydajność: 2/5
Cena: 2/5
Łącznie: 17/40
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...