środa, 29 lutego 2012

Po co Ci kawa? Wystarczy błyszczyk! Rimmel Royal Gloss z witaminami 701 - Cookie




Efekt:




 

Cena: 10-14zł/14ml

Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=32834


Moja opinia:

Mówiłam Wam już, że uwielbiam wszystko co słodkie i czekoladowe? Jeśli nie, no to mówię: Uwielbiam słodkości! I właśnie przez to wylądował u mnie ten błyszczyk. Spacerowałam sobie po centrum handlowym i naszła mnie ochota na coś słodkiego. Po drodze nie było żadnego kiosku ani marketu, więc wstąpiłam gdzie? Do drogerii oczywiście :D I znalazłam tam ten błyszczyk. Pachniał cappuccino i czekoladą, więc kupiłam go bez wahania. Ten zapach był przecudowny, mogłam nakładać go co kilka minut, żeby tylko zapach utrzymywał się jak najdłużej. Do tego dochodził jeszcze słodziutki, cukierkowy smak. Mniam :)
Po powrocie z centrum weszłam do łazienki, przejrzałam się w lustrze i co? Zero efektu. Zauważyłam lekkie nabłyszczenie ust, coś a'la tani efekt mokrych ust i odznaczające się kolorowe drobinki, w których dominował srebrny brokat. Nie spodobał mi się ten efekt już sam w sobie, ale pocieszyłam się tym, że gdy błyszczyk się zetrze, drobinki nie zostają na ustach.
Zaletą tego błyszczyka jest to, że lekko nawilża usta. Gdyby je wysuszał, na pewno wylądowałby w koszu, ale skoro nie, to został sobie na dnie błyszczykowej szuflady ;)
Pochwaliłabym gamę odcieni, która może nie jest bardzo bogata, lecz ma interesujące kolory. Problem w tym, że z recenzji innych dziewczyn wynika, że na ustach wszystkie wyglądają niemal identycznie! No tak, przecież moja wersja nie pozostawiła po sobie nawet śladu koloru, także napigmentowanie innych wygląda pewnie podobnie, lecz właśnie przez to nawet nie pozostawiają śladu smug. Ale czy to właśnie o to chodzi? Chyba nie.
Trwałość raczej nie jest zaletą tego produktu. W tej kategorii jest przeciętny, wytrzymuje góra godzinę. Muszę za to pochwalić aplikator, którym bardzo wygodnie można nałożyć błyszczyk i równomiernie rozprowadzić go na ustach. 
Błyszczyk można zaliczyć do wydajnych, głównie ze względu na ogromne opakowanie, które w sumie nie jest aż takie duże, ale mieści aż 14ml produktu. Byłam w szoku, gyd się o tym dowiedziałam, bo przecież opakowanie to taki mały "pyrtek" ;) Cena jest dość zróżnicowana w zależności od drogerii, ale ja swój kupiłam za 10zł, także cena jest niziutka.
Ogólnie jestem raczej na nie dla tego błyszczyka. Daje dość tandetny efekt, a zapach po jakimś czasie się nudzi. Nie kupię go ponownie.


Podsumowując:
Nawilżanie: 5/5
  Odcienie: 2/5
Zapach: 4/5
Smak: 5/5
Trwałość: 2/5
Wydajność: 5/5
Cena: 5/5
  Aplikacja: 5/5
Brak smug: 5/5
Łącznie: 38/45

niedziela, 26 lutego 2012

TUTORIAL - Zmywanie paznokci metodą foliową

Dzisiaj kolejny tutorial, tym razem dla tych, którzy mają dość duże problemy ze zmyciem lakieru z paznokci. Takie problemy mogą wystąpić, gdy używamy brokatowego lakieru, z dużą ilością shimmeru, lub po prostu mamy na paznokciach dużo warstw. Teraz zmywanie nie musi być takie straszne, metoda przedstawiona poniżej pomaga rozwiązać wszystkie problemy :)

Czego będziemy potrzebować?

1. Zmywacz do paznokci.

2. Dwa i pół płatka kosmetycznego.

3. Folia aluminiowa, sreberko. Jak zwał tak zwał ;)

4. Nożyczki.















Instrukcja step by step

  
 
Przecinamy waciki na 10 ćwiartek, po jednej na każdy paznokieć.











Z folii aluminiowej wycinamy paski o wymiarach mniej-więcej 10x2cm. Nie muszę być równe. Grunt, żeby można nimi było owinąć palec kilka razy.









Moczymy ćwiartkę płatka kosmetycznego w zmywaczu. W moim przypadku jest to zielony zmywacz Isana, jest cudowny :)









Zmoczonym płatkiem owijamy paznokieć.











Folią aluminiową owijamy dookoła paznokieć jak najszczelniej. Trzeba uważać, żeby się nie porwała.









Zawijamy folię na końcu paznokcia tak, żeby było jeszcze szczelniej ;) Wszystkie te czynności powtarzamy z każdym paznokciem.










Tak pozawijane paznokcie trzymamy 2-3 minuty, po czym dociskając wacik do paznokcia zdejmujemy folię delikatnie ciągnąc ja w swoją stronę. Tadam! I po lakierze :)









Mały bonus :)

Mam dla Was małe porównanie paznokcia zmytego powyższą metodą i tradycyjną. Różnica może nie jest ogromna, ale wystarczy pomyśleć o tym, że do zmycia brokatowego lakieru zużyjemy kilka razy więcej wacików i będziemy się z tym dość długo męczyć. A tutaj wszystko jest łatwe i szybkie. Możliwe, że metoda foliowa wyda się Wam zbyt czasochłonna, ale wcale tak nie jest. Odkąd odkryłam ją na jakimś blogu, nie rozstaję się z nią i często używam nawet do zwykłych, kremowych lakierów.

Metoda foliowa


Metoda tradycyjna



wtorek, 21 lutego 2012

TAG: Top 5 bubli kosmetycznych

Pomysł na ten TAG od dawna siedział mi w głowie, bo która z nas nie lubi sobie czasem ponarzekać? ;)


Zasady:

1. Napisz kto Cię otagował i zamieść zasady TAGu.
2. Zamieść banner TAGu i wymień 5 najgorszych kosmetycznych produktów, jakich kiedykolwiek używałaś i krótko to uzasadnij, czyli wymieniamy buble, bubelki i bubeleczki...
3. Zaproś do zabawy swoje ulubione bloggerki, ilość dowolna.


Moja lista:

1. Pędzel do różu For Your Beauty


Jest to najgorszy pędzel jakiego kiedykolwiek używałam, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że najgorszy spośród w ogóle istniejących pędzli. Włosie jest twarde i podrażnia twarz, po kilku użyciach filcuje się i plącze, a w dodatku włoski wypadają jak szalone. Deformuje się, nierównomiernie nakłada kosmetyki, daje dziwny efekt na twarzy i tworzy "placki". Strrraszne. Link do dokładniejszej recenzji tutaj.

2. Burt's Bees, Acne Solutions, płyn do leczenia miejscowego




Przed użyciem tego płynu nie wiedziałam co to przebarwienia i prawdziwy trądzik. Teraz już niestety wiem i tego płynu nie polecę nikomu. Strzeżcie się go jak ognia, zrobił mi taką masakrę na twarzy, że nawet nie wiedziałam, że kosmetyk potrafi zrobić coś takiego. W dodatku wysusza i jest baardzo drogi, bo musimy zapłacić aż 30zł za buteleczkę na 7ml. Przesada. Dokładniejsza recenzja tutaj.

3. Calmaderm, Dermacol, Krem do stóp


Nawilżający krem do stóp który wysusza? Eee... brak słów. Po użyciu tego kremu, skóra ze stóp schodziła mi płatami. Mam wrażenie, że gorszy krem do stóp chyba nie istnieje. Jestem na nie! Dokładniejsza recenzja tutaj.


4. Manhattan Clearface, Cover-Stick, antybakteryjny korektor w sztyfcie

źródło: extraprodukt.pl

Po co komu korektor, który zamiast zakrywać niedoskonałości dodatkowo je podkreśla? Krycie jest naprawdę bardzo kiepskie, stapianie się ze skórą - zerowe, a w dodatku po godzinie nie ma po nim śladu na twarzy. Porażka! Dokładniejsza recenzja tutaj.


5. Dax Cosmetics, chusteczka samoopalająca z wyciągiem z lilii wodnej



Według producenta ma opalać, koić i nawilżać, a jak jest naprawdę? Skóra jest żółta, pokryta smugami i plamami, a w dodatku jest wysuszona. Jakby jeszcze tego było mało, ta cała "opalenizna" znika po dwóch dniach. Dokładniejsza recenzja tutaj.


TAGuję:

 http://zzzoila.blogspot.com/
http://moodhomme-kosmeetika.blogspot.com/
http://pieprz-i-kokos.blogspot.com/
http://recenzjekosmetyczne.blogspot.com/
http://kawaii-maniac.blogspot.com/
http://www.beautyfascination.com/
http://no-to-pieknie.blogspot.com/
http://vexgirl.blogspot.com/
http://sauria80world.blogspot.com/
http://www.atqabeauty.com/
http://cosrocewokowpadnie.blogspot.com/
http://za-wysoko.blogspot.com/

oraz każdego, kto ma ochotę odpowiedzieć na ten TAG :)

niedziela, 19 lutego 2012

Zmiany - ale czy na lepsze?

Witajcie Kochane :*
Dziś nie będzie recenzji, będzie za to pytanie. Czy podoba Wam się obecny wygląd bloga?
Przyznam, że ten różowy i cukierkowy wystrój zaczynał mnie nudzić. Był zbyt słodki i zbyt...różowy? Postanowiłam wprowadzić zmiany i wczoraj pojawił się nowy szablon - niebieski. Tylko problem był taki, że on też nie był najlepszy. Teraz postawiłam na prostotę i podstawowe kolory, brązy. Obecny wygląd chyba najbardziej mi odpowiada, ale czy Wam się podoba? Czekam na komentarze :)

sobota, 18 lutego 2012

TUTORIAL - Muffinki na paznokciach czyli słodkości na wyciągnięcie ręki :)


Wykonanie tego manicure'u jest banalnie proste, a efekt jest po prostu... słodki :) Zapraszam do przeczytania tutorialu!











Czego będziemy potrzebować?

1. Jasnego, pastelowego koloru. U mnie jest to błękit, ale równie dobrze może to być kolor liliowy, pistacjowy czy bananowy.
 

2. Ciemniejszy lakier o żywym kolorze do zrobienia babeczkowych foremek. U mnie to głęboki błękit, możecie zastąpić go neonowym fioletem lub żywym zielonym, pełna dowolność.


3. Czarny, dobrze napigmentowany lakier z pędzelkiem do wzorków.


4. Biały, dobrze napigmentowany lakier. U mnie to Wibo, który pigmentację ma właściwie zerową i musiałam się z nim nieźle namęczyć, nie polecam. Niestety, innego nie miałam.


5. Przezroczysty lakier z shimmerem do polukrowania babeczkowego kremu :)


6. Kolorowe, cukierkowe lakiery do zrobienia posypki.


7. Baza i top coat do utrwalenia i wygładzenia wzorków.


Instrukcja step by step


Nałóż na paznokcie bazę i pomaluj je wybranym pastelowym lakierem.













Połowę paznokcia pomaluj ciemniejszym, kolorowym lakierem, który później będzie tworzył foremkę dla babeczki. Nie musi być równo, wszystkie niedoskonałości zakryje babeczkowy krem, więc nie ma się czym przejmować ;)








Na namalowanym pasku dorysowujemy pionowe, cienkie kreseczki czarnym lakierem do wzorków. 
Również nie muszą być równe, wszystko dzięki temu babeczkowemu kremowi :)









Czas na słynny, babeczkowy krem :) Nad foremką babeczki rysujemy puszystą chmurkę białym lakierem. Jeśli kiepsko kryje, aplikujemy drugą warstwę.









Babeczkowy krem pokrywamy przezroczystym lakierem z shimmerem, a tuż nad nim sondą zamoczoną w czerwonym lakierze malujemy wisienkę. Przyznam, że na tym paznokciu wyszła krzywo, ale kto by się tym przejmował ;)








Ostatnim etapem jest zrobienie kolorowej posypki sondą, utrwalenie manicure'u topem oraz oczyszczenie skórek. Prawda, że proste? :)











Efekt końcowy:




Jak Wam się podoba? Wiem, że wykonanie amatorskie, ale chodziło mi o dobrą zabawę i zabawny efekt :) Lubicie takie słodkie wzorki, czy wolicie coś poważniejszego?

środa, 15 lutego 2012

Akcja pielęgnacja - wrażenia po 6 tygodniach


Nie wiem czy jeszcze pamiętacie, ale na początku stycznia pisałam o tym, że zaczynam Akcję pielęgnację czyli dbanie o buźkę. Po miesiącu miałam opowiedzieć Wam o wrażeniach, ale piszę dopiero po 6 tygodniach, a czemu? Tego dowiecie się poniżej.

Po pierwszych dwóch tygodniach, po zmianie nawyków dotyczących pielęgnacji twarzy zauważyłam ogromną różnicę i choć nie byłam zachwycona, wynik mnie satysfakcjonował, w końcu to tylko dwa tygodnie. Pryszczy było dużo mniej, nie pojawiały się tak często jak na początku i kaszka zniknęła :) Problem jest taki, że później nie było już tak kolorowo. Na czole i w okolicach nosa pojawiła mi się ogromna ilość przebarwień! Nie są to przebarwienia posłoneczne, tylko blizny potrądzikowe, wszystkie duże i czerwone. Koszmar. Co z tego, że na nosie zaskórników już prawie nie ma, a pryszczy jest mniej, skoro moją cerę szpeci taka ilość przebarwień?
Wcześniej mogłam wyjść z domu z samym korektorem i mąką ziemniaczaną zastępującą puder. Teraz nie wyobrażam sobie wyjścia bez dodatkowej warstwy podkładu na czole i nosie, bo wolę nie stosować go na całej twarzy. Bez względu na to, jakiego podkładu użyłam, wyglądam sztucznie. Dlatego właśnie ograniczam stosowanie go tylko na miejsca, które pokryte są niedoskonałościami.

Przez cały okres tych 6 tygodni kurczowo trzymałam się zasad, jakie wypisałam w pierwszym poście o Akcji Pielęgnacji. Dołączyłam do tego jeszcze wycieranie twarzy jednorazowym ręcznikiem, a nie takim, którym wycieram ciało. Mimo, że ręczniki są prane przynajmniej trzy razy w tygodniu i wymieniane codziennie, bakterie lubią się na nich osiedlać.

Z racji tego, że efekty są mizerne, postanowiłam "nieco" zmienić cały plan. Już niedługo złożę duże zamówienie na ZSK czy mazidłach i zaopatrzę się w półprodukty do samodzielnego kręcenia kosmetyków. Może to coś pomoże? O szczegółach dopiszę, kiedy tylko złożę zamówienie, bo jak na razie jestem w trakcie kompletowania listy zakupów.

Macie jakieś doświadczenie z samodzielnym robieniem kosmetyków? Opowiedzcie o tym w komentarzach, jestem ciekawa waszych wrażeń :)

niedziela, 12 lutego 2012

Recenzja - Ziaja Bloker, Naprawdę MOCNY antyperspirant na noc

Dawno nie było tutaj recenzji, co? Blokera używam już dość długo, więc czas coś o nim napisać.


Opinia producenta:

Regulator pocenia - działanie blokujące: skutecznie redukuje nadmierne pocenie. Ogranicza wydzielanie potu i przykrego zapachu. Zapewnia długotrwałe uczucie świeżości.
Nie zawiera parabenów, alkoholu i barwników. Bez zapachu. Nie pozostawia śladów na ubraniu.
Sposób użycia: używać przez 2 - 3 dni na noc, na czystą i suchą skórę pod pachami. Następnie stosować 1 - 2 razy w tygodniu. Nie należy aplikować preparatu powtórnie rano. Nie stosować na skórę podrażnioną i po depilacji.
Przebadany dermatologicznie w Klinice Dermatologicznej w Białymstoku pod kątem ewentualnego działania toksyczno-drażniącego.
Skład:

Aqua, Aluminium Chloride, Glycerin, Hydroxyethylcellulose, Potassium Sorbate

Cena: ok. 6zł/60ml

Link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=39670


Moja opinia:


Zacznę od tego, że jest to nie tylko dość kontrowersyjny kosmetyk, jak i ogromny hit na Wizażu. Można go kochać lub nienawidzić, choć odkąd go używam, zaliczyłam obie te opcje ;)
Już chyba nie muszę wspominać, że kupiłam go pod wpływem pozytywnych opinii bloggerek, bo większość moich kosmetyków kupiłam pod ich wpływem.

Przez pierwsze tygodnie stosowania Blokera byłam zachwycona i już myślałam, że jest to antyperspirant idealny i zostanie ze mną na zawsze. Efekty były świetne. Po dwóch godzinach intensywnych ćwiczeń na siłowni po pocie nie było śladu, nie wspominając już nawet o jakimkolwiek zapachu! 
Jedyną jego wadą było wtedy to, że przez jakąś godzinę po nałożeniu skóra pod pachami lekko piekła i swędziała. Dało się to znieść, ta cecha dotyczy większości tego typu antyperspirantów, które aplikuje się na noc. Do czasu...

Pewnego wieczoru nałożyłam Bloker, jak zwykle raz w tygodniu. Skóra zaczęła piec, ale przecież to było normalne. Nie licząc tego, że po piętnastu minutach zaczęła mnie palić żywym ogniem! Moje pachy były całe czerwone, w krostkach i piekły tak bardzo, że nie potrafiłam wytrzymać we własnym ciele i w pewnym momencie rozważałam odcięcie sobie rąk do ramion ;) Popędziłam do łazienki, zmyłam to świństwo lodowatą wodą, bo nawet chłodna mnie parzyła. Zaaplikowałam chłodzący żel po opalaniu i czekałam, aż opuchlizna zejdzie. Przez kilka kolejnych dni nie potrafiłam wykonywać ćwiczeń fizycznych, bo pieczenie było nie do wytrzymania. Opuchlizna, krostki i czerwona skóra zeszły dopiero po dwóch tygodniach. Istny koszmar, miałam wtedy ochotę spalić Bloker i nie mieć z nim nic wspólnego. Jestem jednak oszczędna, więc postanowiłam zostawić go na "kiedyś", dla potomnych ;)

Wspomnienia o przesuszonych na wiór pachach i okropnym pieczeniu trzymały się mnie przez kolejne dwa miesiące. Jednak nienauczona poprzednimi błędami chciałam wrócić do Blokera. Cóż, wizja braku potu była silniejsza ode mnie ;)

Powoli zaczęłam z powrotem używanie tego antyperspirantu. Najpierw raz na dwa tygodnie, potem raz w tygodniu i używam go tak aż do teraz. Nie podrażnił mnie ponownie, choć lekkie swędzenie było wyczuwalne. Postanowiłam to ignorować. Jednak zawiodłam się na nim, bo nie chroni już przed potem tak, jak na początku. Jest teraz przeciętnym antyperspirantem, którego używam tylko po to, aby szybciej go zużyć i o nim zapomnieć.

Bloker prawie nie ma zapachu. Jest sztuczny, nawet nie wiem co mi przypomina, ale jest wyczuwalny na skórze tak krótko, że nie zwracam na niego uwagi. Cena jest naprawdę niska, a antyperspirant jest wydajny. Ma jedną cechę szczególną, jest bardzo wodnisty. Często przy aplikacji wypływa z opakowania i leci sobie ciurkiem po ciele. Polecam wypróbować, bo jednak każdemu przyda się zasmakować paru tygodni bez pocenia się. Wrażliwcy - wystrzegajcie się go!

sobota, 11 lutego 2012

Rozdanie z okazji 200 obserwatorów! Zapraszam :)

Nadszedł wreszcie ten dzień, moim oczom ukazała się cudowna liczba 200 :) Właśnie z tej okazji chcę oddać Wam parę ciekawych nagród. Nagrody będą dwie, więc aż dwie z Was będą mogły wygrać. Już pokazuję Wam te smakołyki :)

Nagroda 1


1. Dax Cosmetics, Perfecta Oczyszczanie, Peeling enzymatyczny z minerałami morskimi i enzymem z papai
2. Under Twenty, Wow Energy!, 2w1, kremowy peeling do twarzy mycie+złuszczanie
3. Under Twenty, Wow Energy!, 2w1, nawilżający krem do twarzy z efektem stopniowego opalania
4. Próbki Bioderma Sebium Al 5mlx2 
5. Pędzelek kulka do smokey eyes Essence
6. Tatuaż
7. Dorzucę jeszcze kilka niespodzianek, ale nie powiem Wam co to będzie :)
Wszystkie produkty są nowe! W przypadku peelingu i pędzelka kulki było tak, że najpierw je sobie kupiłam, nie zdążyłam nawet otworzyć, a następnego dnia wygrałam je w rozdaniu. Te nowe, które kupiłam, powędrują do Was, bo ja już swoje mam :)


Nagroda 2


50 próbek kremów do twarzy, podkładów dla prawie wszystkich rodzajów cery firm takich jak Eveline, Eucerin, Dermika i tak dalej, i tak dalej. Są tam 24 próbki antybakteryjnego kremu Ziaji, co odpowiada pełnowymiarowemu opakowaniu. Oj, będzie co testować :) Dorzucę jeszcze kilka drobnych niespodzianek!

Jak zdobyć losy?
1. Obowiązkowo:
- trzeba być publicznym obserwatorem bloga i podać swojego maila w zgłoszeniu (+1 los)

2. Dodatkowo:
- możesz dodać mojego bloga do blogrolla (+2 losy)
- możesz dodać notkę o moim rozdaniu, dodać ją do zakładki z rozdaniami lub przypiąć do paska bocznego. Wszystko musi zawierać zdjęcie pierwszej nagrody, link do tej notki i datę zakończenia rozdania (+2 losy)
- możesz odpowiedzieć na pytania:
  Jakie jest Twój ulubiony kosmetyk? Może być to kosmetyk z dowolnej kategorii, taki, który podbił Wasze serca. Proszę o nazwę firmy i konkretnego kosmetyku (+2 losy)
  Jakie jest Twój ulubiony krem do stóp? (+2 losy)
  Jaki jest Twój ulubiony korektor? (+2 losy)
  Jaki jest Twój ulubiony podkład? (+2 losy)
  Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk do włosów? Proszę o nazwę firmy i konkretną nazwę kosmetyku (+2 losy)
Bardzo zależy mi na odpowiedziach na powyższe pytania, bo w tych kategoriach ciężko mi znaleźć swoich ulubieńców. Łącznie możecie zdobyć aż 15 losów, więc w duecie z tym, że są dwie nagrody, macie ogromne szanse! 
Dla ułatwienia możecie skorzystać z poniższego formularza:

Obserwuję Twojego bloga jako...
Mój e-mail: ...
Dodałam Cię do blogrolla (link do bloga)
Dodałam notkę o rozdaniu (link do notki)
Mój ulubiony kosmetyk:
Mój ulubiony krem do stóp:
Mój ulubiony korektor:
Mój ulubiony podkład:
Mój ulubiony kosmetyk do włosów:


Zasady:

1. Rozdanie kończy się 20 marca o godzinie 23:59, do tej chwili można nadsyłać zgłoszenia.
2. Zgłaszać proszę się w komentarzu pod tym postem.
3. Nagrody wysyłam w każde miejsce w Polsce.
4. Zwycięzca zostanie ogłoszony w terminie do trzech dni od daty zakończenia rozdania.
5. Jeśli zwycięzca nie zgłosi się mailowo do mnie trzy dni po ogłoszeniu zwycięzców, losuję kolejną osobę.


Powodzenia Kochane :*


środa, 8 lutego 2012

Wielkie miniaturkowe testowanie - paczka od Kolorowanej

Jakiś czas temu otrzymałam zestaw próbek do przetestowania od Kolorowej z bloga http://kolorkowana.blogspot.com. Nie spodziewałam się, że będzie tam tyle cudeniek :) Znalazło się tam miejsce dla cieni i korektora MAC, bazy pod cienie Urban Decay, kilku maseczek i innych słodkości, które pokażę Wam na zdjęciach niżej :)







Gdy tylko przetestuję wszystkie produkty napiszę o nich pierwsze wrażenia. Najbardziej ciekawa jestem cieni MAC, podkładu i korektora. Może znajdę gdzieś tam swoje ideały? :)

wtorek, 7 lutego 2012

Sonda na szybko - gdy nie masz czym zrobić kropek/groszków :)

Uwielbiam manicure z kropeczkami i groszkami, jak pewnie nie jedna z Was. Potrzebna jest do tego sonda - niewielkie urządzonko z kulką na końcu, która pozwala robić równomierne kropki. Bardzo ciężko jest ją gdziekolwiek dostać, przeszłam kilka drogerii, pasmanterii, sklepów typu wszystko za 5 zł i nic! Pozostaje allegro - pomyślałam. A nie! Wystarczy nam... szczotka, którą chyba każda z Was miała w domu :) O taka:


Czytałam, że sondę zastąpić można wykałaczką, wsuwką czy innymi urządzeniami, które jednak równych kropek nie robią. Przechadzałam się po domu i wymyśliłam :) Przecież na dnie szafy zalega mi szczotka, której nie używam od paru lat. Z łatwością wyrwałam z niej szpilkę, dziubek czy jak to inaczej nazwać i przystąpiłam do robienia kropek. Wyszły cudownie, wszystkie równe, nierozmazane. I nie potrzebowałam sondy! Tak wygląda oryginał:

źródło: http://www.jaapee.pl

A tak moja wersja:



Na koniec dodam, że najlepiej, żeby szczotka była drewniana. Nie jest to konieczne, ale przy plastikowych szczotkach często ta kuleczka na końcu nie jest równa i ma ostrą końcówkę. Nie zawsze jednak, więc jeśli macie taką szczotkę w domu: możecie działać! :)

sobota, 4 lutego 2012

Inspiracje... To już chyba uzależnienie.


Uwielbiam tumblr i weheartit, a Wy dobrze o tym wiecie ;) Teraz próbuję tym zapełnić czas w oczekiwaniu na naładowanie się baterii do aparatu, bo planuję porobić trochę zdjęć na bloga na zapas. Zastanawiam się też nad zmianą szablonu na bardziej minimalistyczny i jaśniejszy. Nazbierało mi się trochę ciekawych obrazków, mam nadzieję, że obejrzycie je z miłą chęcią :) Ale przed tym muszę się z Wami czymś podzielić. Byłam wczoraj o fryzjerki, która z prostych włosów zrobiła mi kręcone bez żadnego modelowania! Zdecydowałyśmy też, że pozbędę się grzywki, bo zaczynała mnie już denerwować. Bez przerwy trzeba było ją poprawiać, trzeba ją było podcinać co najmniej raz w miesiącu, nie mogłam wyjść z domu bez lakieru do włosów, szybko się przetłuszczała i musiałam ją codziennie myć i generalnie zasłaniała mi twarz i oczy. Same minusy. Teraz tylko będę musiała wytrwać w najgorszej długości grzywki, bo nie da się jej ani zostawić, bo jest za długa, ani ładnie spiąć, bo jest za krótka. Ale przejdźmy do obrazków :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...