środa, 15 lutego 2012

Akcja pielęgnacja - wrażenia po 6 tygodniach


Nie wiem czy jeszcze pamiętacie, ale na początku stycznia pisałam o tym, że zaczynam Akcję pielęgnację czyli dbanie o buźkę. Po miesiącu miałam opowiedzieć Wam o wrażeniach, ale piszę dopiero po 6 tygodniach, a czemu? Tego dowiecie się poniżej.

Po pierwszych dwóch tygodniach, po zmianie nawyków dotyczących pielęgnacji twarzy zauważyłam ogromną różnicę i choć nie byłam zachwycona, wynik mnie satysfakcjonował, w końcu to tylko dwa tygodnie. Pryszczy było dużo mniej, nie pojawiały się tak często jak na początku i kaszka zniknęła :) Problem jest taki, że później nie było już tak kolorowo. Na czole i w okolicach nosa pojawiła mi się ogromna ilość przebarwień! Nie są to przebarwienia posłoneczne, tylko blizny potrądzikowe, wszystkie duże i czerwone. Koszmar. Co z tego, że na nosie zaskórników już prawie nie ma, a pryszczy jest mniej, skoro moją cerę szpeci taka ilość przebarwień?
Wcześniej mogłam wyjść z domu z samym korektorem i mąką ziemniaczaną zastępującą puder. Teraz nie wyobrażam sobie wyjścia bez dodatkowej warstwy podkładu na czole i nosie, bo wolę nie stosować go na całej twarzy. Bez względu na to, jakiego podkładu użyłam, wyglądam sztucznie. Dlatego właśnie ograniczam stosowanie go tylko na miejsca, które pokryte są niedoskonałościami.

Przez cały okres tych 6 tygodni kurczowo trzymałam się zasad, jakie wypisałam w pierwszym poście o Akcji Pielęgnacji. Dołączyłam do tego jeszcze wycieranie twarzy jednorazowym ręcznikiem, a nie takim, którym wycieram ciało. Mimo, że ręczniki są prane przynajmniej trzy razy w tygodniu i wymieniane codziennie, bakterie lubią się na nich osiedlać.

Z racji tego, że efekty są mizerne, postanowiłam "nieco" zmienić cały plan. Już niedługo złożę duże zamówienie na ZSK czy mazidłach i zaopatrzę się w półprodukty do samodzielnego kręcenia kosmetyków. Może to coś pomoże? O szczegółach dopiszę, kiedy tylko złożę zamówienie, bo jak na razie jestem w trakcie kompletowania listy zakupów.

Macie jakieś doświadczenie z samodzielnym robieniem kosmetyków? Opowiedzcie o tym w komentarzach, jestem ciekawa waszych wrażeń :)

4 komentarze:

  1. Jakoś na razie nie miałam odwagi żeby robić sobie sama kosmetyki, nawet z półproduktów. Ale przez zachwalaną wszem i wobec BU chyba zacznę. :)
    Muszę poczytać o tej Twojej akcji. Poczekaj, może przebarwienia znikną, a jak nie polecam jakiś lekko rozjaśniający kwas do użytku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od jakiegoś czasu bawię się w naturalną pielęgnację, do tej pory byly to proste mikstury typu rozpuść jeden składnik w drugim, w tym roku wzięłam się za to bardziej poważnie i jestem w trakcie używania pierwszego, własnoręcznie zrobionego kremu. Ale to dopiero 2 tygodnie kuracji, więc o efektach nie mogę powiedzieć zbyt wiele.

    Blizny z czasem zbledną. Podobno dobrze działa na nie olej tamanu. Do tego glukonolakton o szerokim działaniu, może też peelingi kwasem migdałowym [nie jest fotouczulający], hydrolaty. I systematyczność, bo w miesiąc na pewno nie będzie efektów, trzeba duuuużo czasu :o

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bardzo lubię naturalne i własnoręczne maseczki, czy też produkty do wszelkiej pielegnacji, zarówno ciała jak i włosów. Dlatego uważam, że własnoręcne kręcenie kosmetyków jest genialnym pomysłem : )

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja na blizny i w ogóle cerę taką potrądzikową polecam Flavo c. Nie będę wrzucać na bloga zdjęć przed i po, ale jak ostatnio przeglądałam stare zdjęcia z marca-maja które pstrykałam niby na bloga to po prostu się przeżegnałam... miałam straszny wysyp... Teraz moja buzia jest gładka, nowe pryszcze nie wyskakuj, a jeśli już coś wyskoczy to przez noc ładnie się goi. Jestem bardzo zadowolona, dla mnie to kosmetyk ideał :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...